Naszą witrynę przegląda teraz 35 gości 

Rejs STS "Pogoria" 2016
Spotkanie porejsowe w Gimnazjum nr 1 w Józefowie PDF Drukuj Email

18 czerwca (sobota) 2016 r. dla uczniów, którzy byli załogą tegorocznego rejsu żaglowcem „Pogoria” odbyła się wycieczka do Gimnazjum Nr 1 w Józefowie pod Warszawą na zaproszenie uczestników rejsu z tej szkoły. Głównym celem wyjazdu, oprócz integracji z młodymi żeglarzami z Józefowa oraz wymianą zdjęć z rejsu było skorzystanie ze wspaniałego basenu (wraz ze zjeżdżalnią, kaskadą, sauną, jaccuzi, etc.), oraz hali sportowej i boiska. Spotkanie było bardzo udane – do Warszawy wróciliśmy około godz. 18:00.

 

 
Pogoria – dzień 1 i 2 (24 i 25 V – wtorek i środa) PDF Drukuj Email

Pierwszy dzień wyjazdu na Pogorię to w zasadzie tylko jazda autokarem, więc niewiele jest do opisywania. Wyjechaliśmy z Warszawy około godziny 11. Do samej granicy jechaliśmy autostradą A2. Po drodze do granicy w Świecku mieliśmy 2 postoje. Na drugim, tuż przed granicą z Niemcami, chętni jedli obiad. Później jechaliśmy przez Niemcy, a już po północy przekroczyliśmy granicę z Belgią. Do Francji wjechaliśmy o świcie. Okazało się, że jechaliśmy koło La Havre, przez wielki most przy ujściu Sekwany do morza – Pont de Normandie. Przed samymi bramkami do poboru opłat za przejazd przez most zrobił się mały korek. Gdy po chwili do nich dojechaliśmy zobaczyliśmy, że odbywa się przy nich jakiś strajk. Strajkujący z flagami blokowali dojazd do bramek TIR-om. Mieliśmy sporo szczęścia, bo protest dopiero się rozpoczynał i jeszcze udało nam się przejechać. Jadący w drugą stronę już tyle szczęścia nie mieli, bo w korku stały zablokowane zarówno TIR-y, jak i samochody osobowe.
Na miejsce cumowania Pogorii, czyli do Cherbourga, dojechaliśmy według planu, czyli około godziny 10 rano. Po zajęciu miejsc w kajutach, rozpakowaniu się i zjedzeniu śniadania odbyło się spotkanie organizacyjne oraz podstawowe szkolenie żeglarskie. Później, wraz z grupą młodzieży udaliśmy się na zwiedzanie Cherbourga.
Najpierw poszliśmy do La Cité de la Mer, czyli „Morskiego miasta”, w którym znajduje się wszystko, co związane jest z odkrywaniem i poznawaniem przez człowieka głębin morskich. Jednak tą atrakcję zostawiliśmy sobie na czwartek, bo obejrzenie wszystkich wystaw zajmuje, według przewodnika, od 4 do 5 godzin, a tyle czasu dzisiaj nie mieliśmy. Po wyjściu udaliśmy się w stronę centrum miasta.
Poszliśmy pod pomnik Napoleona Bonaparte i do znajdującej się obok Bazyliki Sainte Trinitè. Później weszliśmy do ogrodu Liais, w którym przepięknie kwitły różnokolorowe kwiaty. Kolejnym punktem zwiedzania było centrum miasteczka z uroczymi uliczkami i centralnie położonym Placem de Gaulle’a. Stąd część osób wróciła na znajdujący się nieopodal w porcie żaglowiec, a reszta chętnych poszła zdobywać górującą nad miastem twierdzę, w której obecnie znajduje się muzeum. Wejście na nią, stromą i krętą ulicą, zajęło nam kilkanaście minut. Warto jednak było podjąć trud wspinaczki, bo widoki z samego szczytu były naprawdę przepiękne.
Twierdza była ostatnim punktem naszego zwiedzania. Schodząc weszliśmy jeszcze na chwilę do położonego u jej podnóża Ogrodu Publicznego i potem powędrowaliśmy już prosto na Pogorię, na której czekał już na nas pyszny, wyjątkowo późniejszy dzisiaj, obiad.

 

 
Pogoria – dzień 3 (26 V – czwartek) PDF Drukuj Email

Dziś Dzień Matki a także Boże Ciało. Rano, po śniadaniu, mieliśmy dalszą część szkolenia. Uczyliśmy się węzłów, a chętni wchodzili na reje. Wiele osób weszło na najwyższy punkt na Pogorii. Po szkoleniu część osób poszła do pobliskiego Carrefoura na zakupy. Kupiliśmy sobie oczywiście wiele niepotrzebnych (ale pysznych) rzeczy. Po obiedzie większość z nas wybrała się na zwiedzanie muzeum morskiego – La Cité de la Mer. W cenie biletu było zwiedzanie imitacji Titanica, który również z Cherbourga wyruszał w swoją jedyną podróż, zwiedzanie największej łodzi podwodnej na świecie o napędzie atomowym, akwaria z przeróżnymi, żywymi okazami fauny morskiej i oceanicznej oraz oglądanie eksponatów związanych z podbojem przez człowieka głębin oceanicznych. Całe zwiedzanie zajęło nam około 3 godzin.
Wieczorem, około godziny 23, wreszcie nastąpił moment wypłynięcia na morze. Wcześniej nie było to możliwe, bo śluzę w porcie i most obrotowy otwierają tylko dwa razy dziennie – wtedy, gdy jest akurat przypływ, czyli wcześnie rano i właśnie wieczorem. W innych porach dnia nie ma jak wypłynąć ze względu na duży odpływ, niski stan wody i silne prądy związane z pływami. Akurat tak się złożyło, że od północy będziemy mieli, jako pierwsi, wachtę nawigacyjną, więc zaczniemy naszą tegoroczną przygodę od sterowania Pogorią.

 

 
Pogoria – dzień 4 (27 V – piątek) PDF Drukuj Email

Dzisiejszy dzień był bogaty w wydarzenia. Zaczęło się już na naszej wachcie nawigacyjnej, którą mieliśmy od północy do 4 rano. Po wypłynięciu z portu w Cherbourgu obraliśmy kurs na brytyjską wyspę Wight, położoną na południe od Southampton. Ponieważ nie było wiatru, płynęliśmy cały czas na silniku. Około godziny trzeciej na horyzoncie pojawił się jakiś bardzo jasno świecący statek. Z każdą minutą zbliżał się on w naszym kierunku i rósł w oczach. Gdy był już w zasięgu naszych radarów, sprawdziliśmy na ekranie monitora w kabinie nawigacyjnej, co to za statek. Okazało się, że do portu w Cherbourgu zmierza w swoim dziewiczym rejsie do Francji Harmony of the Seas – wodowany niedawno w Anglii, największy statek wycieczkowy na świecie. Minął nas w odległości kilkuset metrów, ale mimo to zrobił na nas niesamowite wrażenie. Mieliśmy naprawdę niesamowicie dużo szczęścia, że mogliśmy go zobaczyć płynącego na pełnym morzu.
Po naszej wachcie położyliśmy się szybko spać, bo o godzinie 12 znów mieliśmy wachtę nawigacyjną. I znów na tej wachcie było bardzo ciekawie. Gdy przejęliśmy stery na horyzoncie widać już było klify wyspy Wight. Mieliśmy ją opłynąć od południowego zachodu i płynąć dalej w kierunku miasta Cowes. Nic by w tym nie było nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że miejsce opłynięcia jest szczególnie niebezpiecznym miejscem na żeglarskiej mapie świata. Wystarczy napisać, że właśnie w tym miejscu przy tak zwanych The Needles (Igły) wywrotkę swoim jachtem zaliczył podobno sam Krzysztof Baranowski. Trudność opłynięcia charakterystycznego zachodniego przylądka wyspy, z trzema samotnie wystającymi z morza skałkami, polega na tym, że: z jednej strony są właśnie te skałki; z drugiej strony, zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się mielizna o głębokości poniżej 2 metrów ciągnąca się przez kilkaset metrów; panują w tym miejscu silne i bardzo zmienne prądy znoszące statek na różne strony; panuje tutaj bardzo duży ruch, zarówno małych żaglówek, motorówek, jak i większych jachtów oraz dużych statków; zaraz po przejściu cypla należy ostro skręcić na wschód, żeby zmieścić się w bardzo wąskim w tym miejscu pasie żeglownym. To dość dużo powodów żeby mieć obawy przed sterowaniem Pogorią w tym miejscu dlatego tuż przed samym cyplem stery przejął od nas mechanik pokładowy.
Do miasteczka Cowes dopłynęliśmy około godziny 15. Stanęliśmy na kotwicy przed portem i rozpoczęliśmy przygotowania do opuszczenia na wodę motorówki. Ponieważ o 16 rozpoczynała się nasza wachta gospodarcza (kambuzowa) to poprosiliśmy kucharza, żeby przesunął kolację na później, tak, żebyśmy też mogli zwiedzić Cowes. Zgodził się i dzięki temu nasza wachta również popłynęła zwiedzać stolicę brytyjskiego żeglarstwa, jakim jest miasteczko Cowes oraz cała wyspa Wight.
Miasteczko jest niezwykle urokliwe. Poszliśmy najpierw zobaczyć kościół, który był widoczny z Pogorii. Następnie udaliśmy się wzdłuż plaży na zachód, by następnie ładnym parkiem wspiąć się w wyższe rejony miasta. Kolejnym ładnym parkiem dostaliśmy się na przepięknie położony cmentarzyk przy następnym kościele. Następnie zeszliśmy w dół, w kierunku morza i dotarliśmy do przeprawy promowej na wschodnią część miasta. W tym miejscu zawróciliśmy i poszliśmy wzdłuż wybrzeża, główną, przeznaczoną tylko dla pieszych ulicą, przy której znajdowało się mnóstwo kafejek i sklepów z pamiątkami. Po drodze usiedliśmy w jednej z takich knajpek by zjeść pyszne lody.
Na statek wróciliśmy po godzinie 19. Pomogliśmy przy obsłudze kolacji, która wyjątkowo dzisiaj była w formie szwedzkiego stołu a następnie mieliśmy do końca dnia czas wolny. W międzyczasie podniesiona została kotwica i popłynęliśmy dalej na wschód w kierunku Dover. Ponieważ znajdujemy się w najbardziej uczęszczanym morskim szlaku na świecie, czyli w Kanale Angielskim (lub jeśli ktoś woli La Manche), to musieliśmy dostać się na ściśle wytyczony tutaj szlak. Co chwilę mijały nas ogromne statki, pomiędzy którymi musieliśmy bezpiecznie manewrować. Dzisiaj pożegnał nas dosyć ładny zachód słońca, który wyglądał szczególnie uroczo na tle pływających wokół nas kolorowych żaglówek. Gdy się ściemniło poszliśmy spać, bo jutro musimy wstać skoro świt, aby przygotować dla wszystkich śniadanie.

 

 
Pogoria – dzień 5 (28 V – sobota) PDF Drukuj Email

Elektronika nie zawsze pomaga! Dzisiaj cała nasza wachta spóźniła się 15 minut na zbiórkę w kuchni. A dlaczego? Bo wszyscy nastawili sobie budziki w telefonie. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że przecież jesteśmy na brytyjskich wodach terytorialnych i obowiązuje tu czas uniwersalny (Greenwich), czyli o godzinę wcześniejszy. No a ponieważ w obecnych telefonach czas zmienia się automatycznie to już wiadomo dlaczego się spóźniliśmy. Wiedzieliśmy przecież, że na statku cały czas obowiązuje czas „polski”. Na szczęście zdążyliśmy wszystko przygotować na czas i śniadanie odbyło się bez przeszkód.
Po śniadaniu, około godziny 9.30, mieliśmy próbny alarm. Przy jego okazji zostały omówione wszystkie procedury bezpieczeństwa na statku, a także przeprowadziliśmy imitację akcji „człowiek za burtą”. Za człowieka robił karton po pomarańczach. Oczywiście już po paru chwilach od wyrzucenia nie było go widać. Dodatkowo dzisiaj od rana jest spora mgła i widoczność sięga momentami tylko kilkuset metrów, co utrudnia nawigację i jak wiadomo jest bardzo niebezpieczne. Jako że mieliśmy wachtę gospodarczą, to dziś do 16 i tak siedzieliśmy w kambuzie i przygotowywaliśmy obiad oraz sprzątaliśmy pod pokładem.
O 16, po zakończeniu wachty gospodarczej, przejęliśmy nawigację. Nadal wiatr wiał nam prosto w dziób, w związku z czym nie rozwijaliśmy żagli i płynęliśmy cały czas na silniku w stronę belgijskiego wybrzeża. Na szczęście mgła ustąpiła i całe 4 godziny naszej wachty świeciło piękne słońce. Dodatkowo jeszcze wzmógł się wiatr i wiało około 5 w skali Beauforta. Na morskich falach pojawiły się białe grzywy, a płynąc pod wiatr Pogoria przełamywała fale, raz po raz rozbryzgując dziobem wodę i zalewając część pokładu.
Skończyliśmy nawigować o 20. Zaraz potem poszliśmy wszyscy spać, bo musimy znów wstać na kolejną wachtę nawigacyjną o 4 nad ranem!

 

 


Valid XHTML 1.0 Transitional
Valid CSS!